Wywiad z majorem Teofilem-Ryszardem Rubasińskim, żołnierzem Armii Krajowej i Wojska Polskiego, odkrywcą grobów Katyńskich.

Rozmawia Aleksandra Lubecka uczennica kl. VI b Szkoły Podstawowej Nr 10 im. Arkadego Fidlera w Poznaniu.

Ola Lubecka: Witam pana, podczas spotkania z naszą klasą wspomniał Pan, że należy Pan do jednych z pierwszych odkrywców grobów Katyńskich. Są to groby zamordowanych polskich oficerów i funkcjonariuszy służby państwowej, którzy znaleźli się po 17 września 1939 roku w niewoli sowieckiej. Czy może Pan przybliżyć tę sytuację?

T.R Rubasiński: Jako członkowie Związku Oficerów Rezerwy RP im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, temat ten dość często, wraz z pani dziadkiem i innymi kolegami poddajemy analizie. Pochodzę z podpoznańskiej miejscowości Rokietnica, byłem synem kowala. Podczas okupacji hitlerowskiej, Niemcy uznali, że jako syn kowala muszę się znać na kowalstwie. Przymusowo wcielono mnie do niemieckiego pociągu "BAUZUG-2005", który przybył do Wielkopolski z Monachium. Grupa fachowców tego pociągu podążała za walczącymi wojskami hitlerowskich Niemiec, naprawiając zniszczone torowiska kolejowe. 10 stycznia w 1942 roku pociąg ten zatrzymał się w rejonie Smoleńska, opodal Lasu Katyńskiego, nie znając jeszcze jego tajemnic. Pewnego dnia Rosjanka pochodzenia polskiego słysząc mowę polską, podeszła i przekazała informację, że las kryje szczątki zamordowanych polskich oficerów. Następnego dnia, aby nas przekonać, przyniosła rogatywkę polskiego oficera. Za zgodą komendanta – Niemca - wraz z kolegą uzbrojeni w łopaty udaliśmy się do lasu. Odkryliśmy mogiłę polskich oficerów: kapitana i majora. Ułożyliśmy ciała, uformowaliśmy mogiłę, stawiając brzozowy krzyż. Tak poznałem tajemnicę Lasu Katyńskiego.

Ola Lubecka: Jakie były Pana dalsze losy podczas tej strasznej wojny?

T.R Rubasiński: Po przemieszczeniu się w nowe miejsce, podejmuję dezercję, kieruję się na zachód do Polski. Docieram do Warszawy, ukrywam się, wstępuję do Armii Krajowej, zmieniam nazwisko. Po upadku Powstania Warszawskiego, dowódca rozwiązuje nasz pododdział.

Ola Lubecka: Wiadomo mi, że podjął Pan odważną decyzję, wstępując do Frontowej Oficerskiej Szkoły Piechoty w Lublinie.

T.R Rubasiński: Tak, to była odważna decyzja, udałem się do Lublina i z dniem 25 października 1942 roku stałem się podchorążym Frontowej Oficerskiej Szkoły Piechoty. Był to bardzo krótki kurs rzemiosła wojskowego. 15 grudnia 1944 roku promowany zostaję na stopień podporucznika.

Ola Lubecka: Piękny to ceremoniał promowania na pierwszy stopień oficerski, odbywa się klęcząc, szabla uderza w ramię, serdeczny uścisk dłoni generała.

T.R Rubasiński: Bardzo piękny, jednak zdawaliśmy sobie sprawę, że najgorsze jeszcze przed nami, trwa wojna. Otrzymałem przydział do formującego się 17 Pułku Piechoty, wchodzącego w skład 5 Dywizji Piechoty - II Armii Wojska Polskiego w rejonie Łukowa. Defiladą w Łukowie powitano Nowy Rok 1945. 19 stycznia wymarsz na zachód: poprzez Warszawę – Łódź- Wrześnię- Poznań, zatrzymując się w każdym mieście na krótki odpoczynek. Najbardziej cieszyło się moje serce, gdy jako dowódca kompanii uczestniczyłem w defiladzie 1 marca w 1945 roku w Poznaniu. Poznań był już wolny, zdobyta Cytadela przez Armię Czerwoną i tysięczną grupę poznaniaków.

Ola Lubecka: Co pozostało w Pana pamięci, jakieś szczególne przeżycie podczas przybycia do Poznania?

T.R Rubasiński: Było to bardzo wielkie przeżycie, to moje miasto a opodal wieś Rokietnica, a tam moja matka. Podczas polowej Mszy św. na Rynku Łazarskim oddałem się w opiekę Bogu. Defilada odbyła się na ulicy Głogowskiej i tu usłyszałem wołanie: "to On, to On...", były to moje ciocie, które mnie rozpoznały. Po defiladzie dalszy marsz w kierunku Obornik – Czarnkowa - Strzelec Krajeńskich -Gorzowa. Dowódca batalionu - Rosjanin - pozwala mi odwiedzić matkę. Było to pierwsze spotkanie po pięciu latach rozłąki.

Ola Lubecka: Ciekawe są Pana wspomnienia, w którym momencie wojny spotkał się Pan z przeciwnikiem?

T.R Rubasiński: Zbliżał się koniec marca 1945 roku, II Armia WP otrzymuje nowe zadania, następuje przegrupowanie spod Gorzowa na południe, w rejon Trzebnicy i Oleśnicy. 17 Pułk Piechoty zajmuje miejscowość Lubnów i przechodzi do obrony. W ciągu 9-ciu nocy przeszli 240 km. Słychać odgłosy walk o Wrocław. Jednak pododdziały 17 Pułku Piechoty bezpośredniej walki z nieprzyjacielem nie nawiązały.

Ola Lubecka: Panie majorze jest to okres wiosny, Święta Wielkanocne, czy pamięta pan ten moment?

T.R Rubasiński: Tak pamiętam, pierwszy dzień Świąt przypadł 1 kwietnia 1945 roku. W przeddzień uporządkowaliśmy miejscowy kościółek, a 1 kwietnia ks. Kapelan odprawił Mszę Świętą. Pani jednak oczekuje kiedy brałem udział w prawdziwej walce. 13/14 kwietnia po przegrupowaniu forsujemy Nysę Łużycką i mamy prawdziwą wojnę. Walczymy z jednostkami pancernymi Niemiec, które z Czech szły na pomoc Berlinowi. Próbujemy wyrwać się z okrążenia, ginie dowódca 5 Dywizji gen. Waszkiewicz. 18 kwietnia sytuacja się unormowała, 17 Pułk Piechoty przeszedł do drugiego rzutu w rejonie Konigswarha. W walkach poległo: 18 oficerów, 49 podoficerów i 144 szeregowców.

Ola Lubecka: Panie majorze, pragnienie starcia się z przeciwnikiem zostało przepłacone ofiarami, w jaki sposób to ocenić, czy warto było ponieść ofiary?

T.R Rubasiński: Wojna wymaga ofiar, żołnierz musi dążyć do zwycięstwa, bez ofiar nie ma zwycięstwa

Ola Lubecka: Czy na tym skończyła się dla Pana wojna?

T.R Rubasiński: To jeszcze nie koniec, 7 maja 1945 roku, 17 Pułk Piechoty spod Budziszyna wziął udział w "Operacji Praskiej" i na dzień 11 maja 1945 roku opanował miasteczko Litomierzyce. 17 Pułk Piechoty wrócił do kraju i w Jędrzychowicach pod Zgorzelcem w dniach 15-17 maja obchodzono Święto Zwycięstwa.

Ola Lubecka: Czy państwo polskie uhonorowało Pana udział w wojnie?

T.R Rubasiński: W czasie wojny nie myśli się o honorach i orderach. Uhonorowany zostałem:

- Krzyżem Walecznym

- Krzyżem Armii Krajowej

- Medalami: -Zwycięstwa i Wolności

                      - Za Warszawę

                      - Za Odrę i Bałtyk

                      - Za udział w walkach o Berlin

Ola Lubecka: Panie majorze, czy po zakończonej wojnie często Pan wracał myślami do mordu Katyńskiego?

T.R Rubasiński: Bardzo często,  ale wiadomo, że przez długi okres nie można było o tym mówić. W roku 2008 młodzież szkolna XI Liceum Ogólnokształcącego z Poznania przywiozła mi garść szczególnej ziemi, pochodzącej z grobów Katyńskich. Ziemię tą, w pięknej, patriotycznej scenerii za zgodą Pani Dyrektor mgr  Hanny Migdalskiej, przekazałem społeczności szkolnej Zespołu Szkół w Targowej Górce.

Ola Lubecka: Targowa Górka to miejsce urodzenia mego dziadka.

T.R Rubasiński: Wiem, w tej ceremonii asystował mi płk Mieczysław Chęciński. W tym roku 2010 w 70 rocznicę Zbrodni Katyńskiej, obok szkatuły z ziemią pragnę złożyć otrzymany medal "za utrwalanie pamięci Katyń". Dumny jestem także, że tradycje bojowe 17 Pułku Piechoty przyjęła 17 Wielkopolska Brygada Zmechanizowana im. gen. broni Dowbor-Muśnickiego w Międrzyrzeczu Wlkp.

Ola Lubecka: Dziękuje Panie majorze za tak obszerną informację i życzę Panu długich lat życia i zdrowia.